Sojusz Lewicy Demokratycznej

Ostatnie wydarzenia

Wywiad z radnym Piotrem Michoniem

dodano 2015-07-29 09:25 w kategorii: Ludzie

Wywiad dla tygodnika "Obserwator Lokalny" (I VIII 2015, nr 31, 779)



"Legitymację partyjną schowałem do szuflady"

 

- Nie zamierzam startować w wyborach parlamentarnych - to fragment pana maila do redakcji po naszym tekście o ewentualnych kandydatach w jesiennych wyborach do Sejmu. Dlaczego Pan tego nie chce?

- Lubię nasze miasto i nie chciałbym stąd wyjeżdzać. Zająłem się pracą w samorządzie i chcę przy tym zostać. Byłoby nie w porządku w stosunku do moich wyborców, którzy mi zaufali, dzięki i którym zdobyłem mandat radnego, gdybym teraz uznał, że zamiast wywiązać się ze swoich obietnic, planuję jakąś karierę polityczną. Poza tym, przy jednomandatowych okręgach wyborczych, po rezygnacji radnego przeprowadzane są nowe wybory, co naraża miasto na dodatkowe koszty.

- W 2005 roku pan chciał, bo już wtedy startował pan w wyborach do Sejmu? Co się zmieniło?

- Miałem 25 lat, był to początek mojej przygody z polityką. Więc gdy pojawiła się szansa, aby moje nazwisko zaistniało w opinii publicznej, bez wahania z niej skorzystałem. Zresztą dzis wiele osób traktuje wybory parlamentarne jak sposób na zaistnienie lub przypomnienie o sobie wyborcom. Wtedy start w wyborach był dla mnie czymś ważnym.

- Był pan namawiany przez kolegów do udziału w tegorocznych wyborach?

- Takie pytanie, czy będę kandydował, padło raz, od władz wojewódzkich SLD, gdzieś na wiosnę. Odpowiedziałem, że postanowiłem skupić się przede wszystkim na pracy samorządowej i nie zamierzam kandydować. Myślę, że koledzy zrozumieli moją argumentację i temat ten nie był więcej poruszany, ani w Rzeszowie, ani w Dębicy.

- Kto z Dębicy powinien znaleźć się na listach lewicy?

- Chętnie zagłosowałbym na młode, ambitne osoby. Po lewej stronie sceny politycznej jest kilka takich osób, na przykład Tomasz Wodziński. Miał bardzo dobry wynik w wyborach samorządowych, drugi w swoim okręgu, niech dalej przeciera szlaki.

- W pana mailu do redakcji pobrzmiewa ton rozstania z SLD. Czy dobrze to odczytuję?

- Uważam, że samorządy powinny być odpartyjnione, dlatego schowałem swoją legitymację partyjną do szuflady. Nie można przecież mówić o potrzebie odpartyjnienia samorządów, samemu budując struktury partii. Byłoby to hipokryzją, której w polityce bardzo nie lubię. Uważam, że radni powinni reeprezentować wszystkich mieszkańców, a każda partyjna łatka to ogranicza. Oczywiście każdy radny ma poglądy polityczne, ale używanie szyldów partyjnych w samorządzie jest zbędne i rodzi tylko konflikty. Przypomina mi się sytuacja, gdy mieszkańcy jednego z osiedli przyszli do mnie ze swoimi problemami, bo jak mówili, ich radny nie odpowiada im politycznie. A przecież po to jest się radnym, żeby pomagać wszystkim bez względu na ich poglądy i sympatie polityczne. Ale nie winię tych ludzi, to efekt upolitycznienia samorządu, rodzą się absurdy, które dzielą ludzi. 

- Schował pan legitymację, ale pozostaje pan w SLD?

- Nie obraziłem się na nikogo, nadal mam w SLD wielu przyjaciół i często się z nimi spotykam, mam też znajomych w innych partiach, z którymi często spieram się o różne poglądy. Oczywiście, poglądy polityczne nagle mi się nie zmieniły. Dziś dla mnie najważniejsza jest praca na rzecz społeczeństwa, a nie na rzecz partii politycznej. Ciągle spotykam się z zarzutami ze strony radnych Prawa i Sprawiedliwości, że w Radzie Miejskiej uprawiam politykę. Słyszę to zawsze, gdy mam inne zdanie niż oni. A to właśnie radni PiS-u wciąż zaznaczają na sesji, jaką partię reprezentują.

- Rada Miejska jest upartyjniona przez PiS?

- Według mnie tak, i to bardzo. Jest tam kilka wartościowych osób, dla których ważniejszy jest interes społeczny, ale niestety są też osoby, które walczą przede wszystkim o interes swoijej partii. Myślę, że każdy, kto obserwuje dębicką scenę polityczną, ma podobne zdanie.

- To może nie ma sensu pracować w takiej radzie?

- Sens jest zawsze, bo jak mówiłem jest kilka wartościowych osób z którymi można pracować. Ale są też osoby, na których się zawiodłem...

- Na kim?

- Może to pominę.

- A kto jest wartościowym radnym?

- Lepiej, jak zachowam to dla siebie, nie chciałbym, aby przez to, że cenię ich pracę, mieli problemy w klubie (śmiech). Nie mam z nimi jakiegoś otwartego konfliktu. Spotykam się z zaczepkami ze strony przewodniczącego rady czy ze strony przewodniczącego Komisji Prawno-Organizacyjnej. Ja to traktuję w kategoriach sportu. Na sesji możemy walczyć, ale potem wychodzimy z ringu, podajemy sobie rękę i wszystko jest ok. Mam nadzieję, że moi koledzy też tak do tego podchodzą. 

- Udało się panu przez już prawie rok w radzie zrealizować coś ważnego dla mieszkańców?

- Kilka moich wniosków zostało zrealizowanych, są remonty w centrum. Nie chcę wszystkiego sobie przypisywać, że to tylko moja zasługa, bo z mieszkańcami osiedla zabiegaliśmy o to długo, jeszcze w poprzedniej radzie osiedla, na przykład o remont chodnika na Batorego, o podobne prace na Sobieskiego. Teraz się one rozpoczęły. Jestem w kontakcie z Wydziałem Inwestycji, będę zabiegał o dalsze remonty, bo to osiedle jest bardzo zaniedbane. Przez lata, jeśli były jakieś prace w Dębicy, to w innych częściach miasta, dlatego dla nas w centrum każdy kawałek chodnika, każdy kawałek asfaltu to duże udogodnienie.

- To dlaczego mieszkańcy w centrum nie przyszli w tym roku na wybory rady osiedla?

- Chciałbym to sobie tłumaczyć tym, że mają bardzo dobrego radnego, który spełnia ich oczekiwania (śmiech). Niestety, sposób wyborów, termin, a nawet pogoda spowodowały, że frekwencja była zbyt mała. Bardzo żałuję, że ta rada nie powstała.

- Bez rady osiedla będzie panu trudniej zabiegać o interesy w centrum?

- Na pewno. Plusem jest to, że mam stały kontakt z mieszkańcami z mojego okręgu. Tu mieszkam, ludzie mnie znają, więc nie mają bariery, żęby podejść, porozmawiać, powiedzieć, co warto zmienić na osiedlu. Często wpadają do mnie do domu, spotykam ich pod osiedlowych sklepem, często ktoś mnie zaczepia, powie o jakimś problemie, dziurze w chodniku itp.

- Co najważniejszego przed panem w roli radnego?

- Bardzo chciałbym, by zmieniało się centrum miasta, jest bardzo zaniedbane. Na szczęście dużo się zmieniło, jeśli chodzi o czystość, służby miejskiej sprzątają częściej. Za to trzeba podziękować przede wszystkim burmistrzowi. Chciałbym, żeby rynek się zmienił na nowoczesną przestrzeń wzorem innych miast, np. Ropczyc. Nawet w Jodłowej ryneczek ładnie wygląda. U nas to betonowa pustynia, wyłożona tanią kostką. Rozumiem, że kiedy Rynek był przebudowywany, takie były trendy, ale wypadałoby to już zmienić. Naprawdę, mamy bardzo ładne miasto, moglibyśmy być perełką na Podkarpaciu. 

- Fontanny na Rynku już działają.

- W tamten piątek były myte przez pracowników ZUM-u. Ale jak te fontanny wyglądają, warto je także przebudować, podobnie jak całe tzw. planty. Pamiętam, jak tu było zielono, teraz mamy betonową pustynię z gołębiami.

- Wybiega pan w przyszłość dalej, niż ta kadencja - mam na myśli pana karierę w samorządzie?

- Często spotykam się z pytaniem, czy za cztery lata będę kandydował na burmistrza. Nie sądze, by tak się stało. Obecny burmistrz jest bardzo dobry, życzę mu conajmniej dwóch kadencji. Ja wystartuję w wyborach do Rady Miejskiej, jeśli mieszkańcu uznają, że ponownie zasługuję na mandat, będę go pełnił. Długo przed tym jak zostałem radnym pracowałem w organizacjach pozarządowych. Jestem wiceprezesem Stowarzyszenia Razem dla Ziemi Dębickiej, wraz z prezesem Adamem Rogowskim mamy wiele pomysłów. Można się realizować na wiele sposobów, nie tylko w samorządzie.

- A może wracając do początku rozmowy, za cztery lata wystartuje pan w wyborach do Sejmu?

- Raczej nie. Dziś nie interesuje mnie polityka na szczeblu krajowym i nie sądzę, by za cztery lata coś się zmieniło. Widzę swoją przyszłość w samorządzie, bo tu można dużo zmienić. A jest co! Chciałbym, aby przyszła Rada Miejska była odpartyjniona i chętnie taką bezpartyjną radą bym pokierował. Swoją przyszłość widzę w samorządzie, a nie w sejmowych ławach.

- Skoro widzi się pan w takiej roli, to jak pan ocenia tego obecnego szefa Rady Miejskiej - Szczepan Mroczek jest dobrym przewodniczącym?

- Nie jest to ten sam poziom co Edward Krzystyniak. Może ja to odbieram osobiście, bo zdarzają się drobne uszczypliwości ze strony pana przewodniczącego, ostatnio skomentował, że jestem złym radnym (śmiech). Wiem, że wielu radnych z jego klubu nie jest zadowolona z jego wyborów na przewodniczącego. Bardzo nie podoba mi się to, że pan Mroczek ogranicza dyskusję, dowód ostatnia sesja, na której nie zezwolił na dyskusję na temat rad osiedli. Ja jestem otwarty na współpracę z każdym, ważne, by łączył nas jeden cel - dobro naszego miasta.

Rozmawiał Ryszard Pajura
 



Komentarze

Wydarzenia

Strony
wojewódzkie
SLD

Wybierz na mapie województwo, aby przejść dalej.